Wybierz okres
1551

O poprawie Rzeczypospolitej (fragmenty)

Kontekst historyczny

W polsko-litewskiej Rzeczpospolitej nie było równości wobec prawa. Chociaż w rzeczywistości społeczeństwa stanowego nie było to niczym niezwykłym, to jednak przykłady niesprawiedliwości bywały rażące. Przez cały XVI wiek dyskutowana była sprawa reformy sądownictwa karnego i prób zaostrzenia kar za mężobójstwo (homicidium). Prawo staropolskie ujmowało zabójstwo w kilku postaciach, zależnych od umyślności winy, przynależności stanowej sprawcy i ofiary oraz istniejącego między nimi pokrewieństwa. Podczas gdy za zabójstwo szlachcica przez szlachcica groziła kara grzywny i więzienia, to za zabójstwo szlachcica przez chłopa lub mieszczanina – śmierć.

Andrzej Frycz Modrzewski był w tym kontekście osobą szczególną. Nie tylko pozostawał on zwolennikiem równości i zażartym bojownikiem o reformę prawa karnego w zakresie kar za zabójstwo, ale jego horyzonty były o wiele szersze. Napisane doskonałą łaciną „O poprawie Rzeczypospolitej” było dziełem, mającym na celu kompletne ujęcie spraw państwowych. Jego początek, opierał się na autorytecie Arystotelesa, jednak cała zmiana tkwiła w szczegółach. Frycz zmodyfikował definicję Stagiryty i podkreślił, że „kto w niech [tj. rzeczypospolitej] żyje, wszystkie swe prace, chęci, trud, pilność i skrzętność winien ku temu obracać, by wszystkim obywatelem działo się dobrze i aby wszyscy mogli żyć życiem szczęśliwym”. Ta myśl wyznacza następnie kierunek rozumowania w całym dziele. Rzeczpospolita istnieje, bo jest związana prawem, a skoro te same prawa mają rządzić państwem, to i tymi samymi karami należy karać przestępców. Równość wobec prawa jest zatem konsekwencją wyjściowego założenia, że rzeczpospolita istnieje dla szczęścia wszystkich. Natomiast prawo, pełniąc rolę służebną wobec państwa, możne różnicować kary, ale jedynie z niekorzyścią dla wysokich dostojników. To ich przestępstwa czynią bowiem państwu większą szkodę niż przestępstwa plebejuszy.

Z jednej strony myśl Frycza cechował duży radykalizm poglądów i trudno było oczekiwać, żeby zaakceptowano je w warunkach XVI-wiecznego społeczeństwa. Z drugiej strony „O poprawie Rzeczpospolitej” stanowi perłę staropolskiej myśli politycznej, która w swoim arcydziele nie zapomniała ująć się za stanem najniższym.

Treść dokumentu

I. Co jest rzeczpospolita?

Podoba mi się przeto ono, co mężowie uczeni przy każdym rozbieraniu za rzecz potrzebną sądzą, abyśmy onej rzeczy, o której mówić mamy, sposób i przyrodzenie naprzód wypisali, a oznajmienie od onych podane, którzy o tej materii przed nami pisali, abyśmy tu położyli. Bo oni tak to opisują, że rzeczpospolita są zbory a zgromadzenia ludzkie porządnie zebrane, z rozmaitych sąsiadów złączone, a ku dobremu i szczęśliwemu życiu postanowione. Bo imieniem rzeczypospolite jedno familia albo dom jeden nie bywa nazwan; gdyż jest rzecz osobna, jednemu należąca, którą własnym imieniem zowią rzeczą domową albo gospodarstwem; a do tego należy, aby ona czeladź i wszyscy domownicy wespołek żyli, a do każde potrzeby albo roboty, ku pożywieniu należącej, wspólnie sobie pomagali, a ktokolwiek w domu przedniejszy jest, a nad czeladzią władność albo panowanie ma, tego zowią gospodarzem. Gdzie się zasię zbierze wiele tych gospodarzów z czeladzią swoją, i domów wiele, tam bywają miasta albo mnóstwo domów, ulicami porządnie sadzone; z tych zasię miast i wsi stawa się ta obywatelów społeczność, którą nazywamy rzecząpospolitą. A iż się człowiek lepiej, niż które insze stworzenie, do takowego zgromadzenia i wspólnego obcowania zgodzi: ukazuje to Jego przyrodzony dowcip i mowa; albowiem te dwie rzeczy między ludźmi sprzyjaźną Jednego przeciw drugiemu skłonność najwięcej mnożą, która Jest najprzedniejszą tak wielu ludzi stowarzyszenia związką; w którym ci co żywo wszystkie swoje prace, starania, roboty, pilność i dowcip do tego ciągnąć mają, aby się onym wszystkim mieszczanom albo wspólnie w towarzystwie żyjącym obywatelom na wszem dobrze wodziło, i iżby wszyscy szczęśliwy na świecie żywot wieść mogli. Albowiem rzeczpospolita jest jakoby jedno zupełne zwierzęcia któregokolwiek ciało, którego żaden członek sam sobie nie służy, ale i oko, i ręce, i nogi, i wszystkie insze członki Jakoby spólnie o sobie radzą, a urzędu swego tak używają, aby się wszystko ciało dobrze miało; które gdy się dobrze ma, wtedyć i członkom krzywdy nie masz, a gdy się ciało niedobrze ma, wtedyć i członki pewnie
Jaki niewczas cierpieć muszą — nie inaczej, jedno gdyby którykolwiek członek od ciała był oderwan, już nie jest godzien, aby go własnym przezwiskiem zwano przeto, iż ani żywym być, ani urzędu swego używać może, Jeśli do wszystkiego ciała nie będzie przyłączon; także też żaden obywatel mimo rzeczpospolitej nie może dobrze żyć ani urzędowi swemu albo powinności swej dosyćczynić. Albowiem ani król urzędu królewskiego, ani żaden urząd także urzędu sobie powinnego używać, ani też żadem priwant (to jest: urzędu żadnego na sobie nie noszący) uciesznego i spokojnego żywota mimo rzeczpospolitej długo wieść nie może. Lecz jeśli kto jest taki, co by okrom towarzystwa ludzkiego żyć mógł, a nikomu nie potrzebując sam by z sobą przestawał, ten nie za obywatela ludzkiego, ale albo za bestię, albo za jakiego boga ma być rozumian, jako Arystoteles powiada. Niechajże wtedy ten skutek będzie mieszkania w spółku rzeczypospolitej, aby wszyscy obywatele szczęśliwie, to jest jako Cicero wykłada) uczciwie a dobrze żyć mogli, aby się w dostojności i w pożytkach pomnażali, aby wszyscy cichy a spokojny żywot wiedli, aby każdy swego bronić i używać mógł, aby od krzywd i zabijania każdy był bezpieczen; albowiem dla tych rzeczy w mieście i w każdej rzeczypospolitej obronę wynaleziono.

Prawa lub statuty dla złych ustawione Jako wiele na dobrych obyczajach należy, a jako i pospolite, i każdego z osobna rzeczy nimi się zawierają, a bez nich ani lud pospolity posłuszny być może, ani przełożeni dobrze rozkazować mogą: w pierwszych księgach dosyć dostatecznie, ile się nam zda, ukazaliśmy. Teraz zaś o ustawach, wedle których by sądy odprawowano, napisać umyśliliśmy. Lecz ono żrzetelna rzecz jest, iż gdyby stateczne wychowanie, wstyd, dobroć, cnotliwe a święte obyczaje w której rzeczypospolitej moc miały: wtedy by tam statutów lub praw nie trzeba; bo ustaw nie piszą ludziom dobrym, którzy z skromności a z obyczaju, nie z bojaźni posłuszni są poczciwości. Lecz taka jest w ludziach przewrotność, niewstydliwość. Prawo ość i źle czynienia swowolność, iż trzeba bardzo twardych praw, którymi by rosnącemu złemu zabiegano, wylewającej z brzegów swej woli zapory zakładano, a na wynurzające się zuchwalstwa wędzidła kładziono.
A ponieważ tak jest, wtedyć i to za tym iść musi, że mnóstwo i srogość praw w każdej rzeczypospolitej jest wielkim znakiem złego wychowania ludzkiego, nieszczęśliwego przyrodzenia i złości ustawicznie rosnącej; którym gdy urząd zabieżeć chce, musi z większą pilnością prawa stanowić i kaźni nie po chwili, czym dalej większe zaostrzać. Mówmy przeto, jakie mają być prawa i co z nich za pożytek?

Prawa a obyczajów różność. Prawa bardzo są ważne dla przyczyny, przez które postanowione, a wszakoż i dla zwierzchności urzędu Praw i obyczajów zda się być tenże sposób, bo prawa rozkazują mieć dobre obyczaje, a złych zabraniają. Ale do praw przydane bywają zapłaty i karania, aby nimi ludzie bywali zatrzymowani w powinności ich, którzy z dobrej woli swej mało baczenia mają na dobre a słuszne rzeczy. Są tedy obyczaje jakoby źródła a początki, z których prawa ciec i płynąć mają. Lecz te prawa mają się na jakiej przyczynie sadzić, bo o niej tak wszyscy rozumieją, że jest duszą praw albo ustaw. Przez tę obyczajni ludzie od grzeszenia bywają odstraszeni i w powinności zatrzymani więcej, niż karaniem abo jakimi zapłatami. A to jest najprzedniejsza powinność praw, aby nie tylko kaźni okazowały grzeszącemu, ale by też to w ludzi wmawiały, że się nie godzi grzeszyć. Co jeśli że których praw żadna się przyczyna pokazać nie może (bo wiele rzeczy przyczyny zakryte są, a niektóre zgoła przyczyn nie mają), wszakże tak trzeba czynić, żeby rozumowi nie były przeciwne, a takowe tylko dla zwierzchności urzędu mają być ważne. Lecz, ile być może, trzeba się o to starać, aby nie tylko zwierzchność urzędu, ale też przyczyna, jeśli nie potrzebna, wtedy wżdy taka, która by się pochwalić mogła, zacności praw broniła i onę zdobiła. Bo dlatego rozum z łaski Bożej jest ludziom dan, aby był wodzem i mistrzem życia ludzkiego i wszystkich spraw; a którzy go na stronę zarzucają, ci niegodni, aby je ludźmi zwano, bo to zarzucają, czym człowiek drugie zwierzęta przechodzi. A jako promieniami słonecznymi wszystko bywa oświecone, a szpetne rzeczy od pięknych bywają rozeznane: tak rozumem rady ludzkie, powieść i wszystkie sprawy, jeśli są uczciwe albo sprośne, bywają doznane.
Praw ten ma być warunek, aby wszystko ku uczciwości a pospolitemu pożytkowi stanowiono tak, aby jednakie zapłaty cnotom a zasię też jednakie karania złościom ustanowione były. A żadne wolności nie mają być tak wielce ważone, aby kto broniąc się nimi miał karania uchodzić, abo niejednakość karania odnosić. Bo prawdziwa wolność należy w powściąganiu złych myśli i występków, nie w swowolności brojenia, co się komu podoba, ani w lekcejszym⁹²⁴ karaniu występnych. Jeśli że dla jednakiego występku różność karania ma być zachowana, wtedy ma być obracana nie na rozpuszczenie wodzy złościom, ale na hamowanie. A przetoż mocarze, szlachta i osoby na urzędziech⁹²⁵ będące mają być ciężej karani, niźli ubóstwo, chłopstwo i ludzie od urzędów wolni; a jeszcze ciężej ci, którzy przeciwko urzędowi grzeszą, niźli ci, którzy przeciwko prostym osobom. Niech przeto pierwsze staranie zakonodawcy to będzie, aby w postanowieniu praw nic nie odstępował od rozumu albo od baczności, a iżby wszystkie prawa (co i sam rozum rozkazuje) tak do uczciwości, albo też do pospolitego pożytku obracał. Bo jako to lekarstwo bywa chwalone, które albo wszystkiemu ciału pomaga, albo jeśli tylko jednej części, wtedy ją tak uzdrawia, że drugiej nic nie zaszkodzi: tak też i to prawo ma być pochwalone, które jednakie cnoty jednakimi zapłatami nagradza a niemocom i występkom jednakim jednakie lekarstwa i jednakie karania stanowi. Bo a kto rad takiego lekarstwa używa, co by od wątroby gorącość odganiało, a do żołądka zimno przywodziło? — mam za to, że żaden; bo gdzie żołądek jest zimny, tam żadne trawienie pokarmów nie może być, a stąd i wątroba, i insze członki naruszone będą. Jakoż wtedy to prawo może być chwalone, które nie jednako wszystkiej rzeczypospolitej jest pożyteczne, które jednakie cnoty niejednakimi zapłatami nagradza; ani tejże złości, której się różni jednako dopuszczają, nie jednakim karaniem karze, ale jednym nazbyt folgując rozpuszcza wodze do występków, a na drugie srogie karanie stanowiąc odejmuje im moc bronić się od krzywdy? Bo mówię (dając na przykład) o prawie, którym na jedne bardzo srogie, a na drugie bardzo lekkie karanie za mężobójstwo jest postanowione. Ale co o jednym prawie rzeczono, to się i o drugich im podobnych niechaj rozumie.

Trafiło się w niektórym powiecie, iż dwa człowieki, jeden prostego stanu a drugi szlacheckiego, oba bogaci i roli mieli dosyć, ci srodze zranili jednego człowieka, acz nie tak bogatego, jako sami, ale przedsię szlachcica. Onego ranionego wzięto do balwierza, ale iż niektóre rany były w nim śmiertelne, przeto w miesiąc abo we dwa umarł. Ci, którzy go z strony powinności przyjacielskiej nawiedzali, albo też i ci, którzy na oglądanie ran od urzędu przysłani byli, pytali, któremu by z onych dwu, co go bili, większą w tym winę dawał? Odpowiedział, że szlachcic swaru bitwy początkiem był, ale bijąc oba mu zarówno byli ciężcy, iż zgoła nie wiedział, od którego z nich szkodliwsze rany podjął. Wtedy oni pytając dokuczali mówiąc, iż o rany oba oni, co bili, mają być karani, ale jeśli z tych ran śmierć przyszła, wtedy jeden z nich tylko o głowę ma być obwinion, bo dwa o jedno zamordowanie wedle naszych praw nie mogą być na gardle karani. Na to on raniony odpowiedział, że o swym zdrowiu zwątpił, ale na sumieniu swym, które w rychle ma sądu Bożego doznać, nie może tego u siebie pewnie postanowić, na którego by wina o morderstwo kładziona być miała, gdyż od tych ran, które oba jednako zadali, schodzi z tego świata. Skoro tedy on ranny umarł, wnet poczęto szukać onego prostego stanu człowieka, a gdy postawion przed sędzią, winę mu dano, a potem go ścięto. Bo statut jest, iż człowiek prostego stanu jeśliby szlachcica (który by przyczyny z siebie najścia nie dał) zabił, albo ochromił, albo srodze ranił, da gardło.

To tedy jest karanie, które prostego stanu mężobójca za występek już podjął — lecz on szlachcic jeszcze żyw i mieszka międzyludźmi; powiadają, że z osiadłości ma być do sędziego pozwan, a wedle postępku prawa polskiego albo za rany albo za głowę, pieniężną winą ma być karan Izali dla Boga! Ta sprawa nie jest takowa, która dwu rzeczypospolitych potrzebuje dla twych dwojga rodzajów ludzi, a tak daleko od siebie oddalonych, iż z jednej do drugiej przystęp żądny nie może być, że też jedna od drugiej pomocy nie potrzebuje tak, że się ich obywatele między sobą ani pojmują, ani się znają; na ostatek że też ani wody, ani powietrza, ani słońca nie mają wspólnego? Bo to, co jest u nas w obyczaju, iż oboje ludzie, mieszkający w jednej rzeczypospolitej, dla jednej przyczyny jedne ścinają a drugim folgują, aza nie poszło na dziw? Nie trzeba się w tej rzeczypospolitej, w której takie prawa panują, spodziewać onego końca, ku któremu ludzkie zgromadzenia bywają: aby wszyscy obywatele spokojnie a szczęśliwie żyć mogli; w której tenże jest żywota twego i śmierci twej pan, a ty bojąc się śmierci musisz szkody i sromoty albo łajanie od niego cierpieć; w tejże rzeczypospolitej jemu jest żart a jakoby igrzysko, zabić ciebie, a tobie to za główny występek poczytają, jeśli go zabijasz albo ranisz. Aleśmy o tym indziej mówili i jeszcze będziemy.

 

(Tekst opracowany na podstawie: Andrzej Frycz Modrzewski, O poprawie Rzeczypospolitej, nakł. Michała Dzikowskiego, Przemyśl 1857 Wydawca: Fundacja Nowoczesna Polska Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/o-poprawie-rzeczypospolitej.pdf)

I. What is Commonwealth?

I do appreciate the wisdom of educated folk who, whenever they are to undertake a discussion upon a given matter, proscribe to consider all that was said beforehand regarding all its constituent parts. Consequently, we shall acknowledge that in their view a commonwealth (in our case, the Commonwealth) is a conglomerate of neighbours summoned for the pursuit of better life. Neither family nor single house deserve the title of a commonwealth as they remain in the possession of a single individual whose name designates said family or house. The retinue of each household are to live together, toil together for the maintenance of board and lodging, offer aid to each other when need arise, all the while acknowledging the stewardship of an individual who is to be called the host. Wherever such retinues governed by hosts grow in number, there appear rows of houses forming towns and parishes, of which in turn grows a society we deem appropriate to call Commonwealth. The most salient and clear of proofs as to man’s proclivity for such communal existence lie in the faculties of speech and wit: these two forces weave among men bonds of friendship and community that are the bedrock of any society. It is wit and speech that allow for work, effort and zeal to be pursued by townsfolk and citizens in unity for the acquisition of a more prosperous and bountiful life. The Commonwealth is no different than the body of any given animal, pieces of which do not serve a purpose on their own. The eyes, hind and front limbs and all other parts act in unison for a common purpose, that is, for the benefit of the body. Whenever said body flourishes, so do its members profit greatly, whenever it flounders, so do its members bear the brunt of such suffering. Conversely, if one member of the body be severed, it may no longer aspire to be called by its name, since upon being cast outside the body it is neither alive nor capable of fulfilling its duty. The same is the case for all citizens who beyond the Commonwealth may no longer live, fulfil their duties or pursue their aims.
That is why no king of royal office, no person of courtly countenance, neither person holding office nor layman (that is, a person not holding office) may lead a serene and happy life outside and against the Commonwealth. If there are those ready and willing to live beyond the confines of society, not wanting for company and subsiding on their own, then they are to be deemed either beasts or gods of some sorts, in congruence with the words of Aristotle. The consequence and aim of such common living within a commonwealth is as defined by Cicero: so that all citizens live happily together, their numbers multiplying in dignity and prosperity, their lives led quietly and in serenity, all of them having power to defend their interests, and all being protected from harm and bloodshed through the defences elevated by towns and the commonwealth.

To safeguard against evil, laws and statues, pertaining to all matters and individuals, based as much on custom as on reason, must be established, for without them the common people and their superiors cannot be obedient. That we have sufficiently proven in the previous books. Now we would like to delve into the decrees according to which judgement should be passed. It is reasonable enough to claim that if proper nurture, shame, virtuous and holy customs reigned within a given commonwealth, then it would not be necessary to establish statutes nor laws, since these are not set forth with the good folk in mind, who not out of fear but out of modesty and custom show their allegiance and obedience. It is unfortunate, however, to what depths of perversity and shamelessness man’s nature may descend. That is why unrighteousness and wantonness must be counteracted by stringent laws which ward off evil, stave off outbursts of corrupted will and put in shackles all manner of audacious and arrogant conduct. The more stringent and numerous the laws of a given commonwealth the more it is indicative of such mores as improper nurture, corrupt nature or ascending anger. If the offices wish to curb these, they must diligently pass laws and strengthen them swiftly and accordingly. Let us hence pronounce what are to be these laws and what is to be gained from them:

Laws and the variety of custom

Laws are vital from the standpoint of the causes which merit their establishment. For the benefit of office and custom laws ought to be formulated so as to endorse good conduct and dissuade bad conduct. But to laws are assigned fines and punishments which oblige citizens, who out of their own will have little regard for what is right or wrong, to follow them. Customs are hence the estuary from which flows the law. Laws must sprout from specific causes, since those are considered, far and wide, the essence of lawful and just decrees. The purpose is for virtuous people to be dissuaded from sin and drawn toward dutiful conduct more adequately then through harsh punishment or levies. To wit, laws are not written merely to bring punishment on the sinners but to convince the citizens that sinning is unworthy. What if some laws appear to be lacking a cause (since many a cause of legal precept remains concealed)? They must not go against reason and only be pertinent for the authority of a given office. It is of utmost importance to not only maintain the supremacy of the office but also uphold the validity of the cause as evidence of a given law’s efficacy. Reason was bequeathed by the Grace of the Lord so as to serve as master and helmsmen of man’s life and all his matters. Those who banish it outright, those unworthy to be called men, forfeit what separates them from beasts. Just like the rays of sun illuminating the darkness, separating the beautiful from the ugly, so does common sense cast light on men’s affairs and thoughts, sifting the wrong away from the right.

Reason dictates that all laws are to serve the common good accordingly so as to reward virtue and with equal vehemence punish wickedness. Freedom is to never gain the stature of loftiness that grants the defendant a power to be judged inadequately or, what is worse, avoid punishment altogether. True freedom has nothing to do with acting upon whims and fancies, it must not serve wanton disorder but the aversion of evil thought and vice.

If a discrepancy in punishment is to occur as pertaining to a particular transgression, that is to be done not to instigate anger but to curtail it. Therefore, the mighty people, nobility and people who are in office are to be punished more severely than the poor, the peasantry and those not serving office; even harsher ought be punishments for those who sin against office. Let that be the cardinal rule of lawgivers to always avail themselves of reason and diligence so that all established laws (as guided by reason) serve justice and the common good. Those remedies are praised as most valuable which heal the entire body or one of its limbs without harming the rest, and it is the same with laws which gain the highest esteem whenever they reward virtue while providing punishment and proper remedy for vice and transgression. I ask of you: who procures such remedy that deprives the liver of heat and brings cold to the stomach? None, I assume, since a cold stomach precludes proper digestion and furthermore brings injury to the liver and consequently to all the other parts of the body. How is it then preferable to praise a law which is not equally beneficial for the whole of the Commonwealth, a law that dissimilar reward bestows upon similar virtues, that varied punishment imposes on the same transgression, prodding some to indulge their wickedness while showing towards others a severity so strident it takes away their ability to defend themselves? I am talking (and providing instances) of a law that sometimes punishes murder severely, sometimes lightly. What was said about one law stays not irrelevant for another. It has happened in a certain parish that two men, one of a lower class and other being member of the gentry, both wealthy and possessing of vast estate, have injured a man not so wealthy, yet a nobleman nonetheless. The injured was taken to a surgeon, but since his wounds were fatal, no more than two months had elapsed before he passed away. Those who, guided by brotherly spirit, had visited him on his bed, or those who had been sent from the office, asked whoever of the two assailants was more at fault. His response was to the effect that while the nobleman was the instigator, both inflicted blows so heavy it rendered impossible discerning which of them dealt the greatest harm.

Then those inquiring teased him, stating that both may be punished for the wounds, but if death occurs, then only one may answer with his head since under law two men cannot both be punished for one murder. The wounded man replied that he doubted his health, but his conscience, soon to be judged by the Lord himself, cannot allow him to put the blame for murder on one of them, since wounds inflicted by both were the reason for his  looming departure. As soon as he died the lower born culprit was brought before a judge, convicted and beheaded, since according to the law a man of lower birth who maims, slaughters or severely injures a nobleman (who was not the perpetrator of the quarrel) must face death. Such punishment designates the man of low stature as the murderer while the other offender (a nobleman) remains among the living; they say he is to be summoned from his estate to appear before a judge, but in congruence with Polish law, shall answer either for wounds or murder and be ordered to pay a fine, by God! Does the aforementioned case lead us to conclude two separate commonwealths ought be established for two separate categories of men? Are these men so distant from one another? Do they not often seek one another’s aid? Do they never convene? Finally, do they not share the same water, air and sun? Does it not surprise us that in our commonwealth, for the same reason, one man loses his life and the other goes free? In a commonwealth wherein laws of this sort exist it becomes difficult to achieve the aim of establishing a community of citizens living in peace and harmony, since some are masters of life and death and those afraid of the latter must endure injury and humiliation. In such a commonwealth death and injury are merely a distraction for some and vice for others. Yet, we have spoken of this and spoke about we will.

(Text based on Andrzej Frycz Modrzewski’s On the improvement of Commonwealth, published by Michał Dzikowski, Przemyśl, 1857. Publisher: Fundacja Nowoczesna Polska Publikacja. Edited as part of the Wolne Lektury project https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/o-poprawie -rzeczypospolitej.pdf)

Pobierz oryginalny tekst